Middle Ages - Sredniowiecze

sobota, 20 września 2008

Nicolaus Copernicus - wybitny uczony i pruski agent

Zelektryzowała nas ostatnio wieść o odnalezieniu protokołu z 1527 roku z przesłuchania Mikołaja Kopernika (wybitnego astronoma, matematyka, lekarza, prawnika, ekonomistę, 180px-Nicolas_Copernicus_Polish stratega, poetę, astrologa, tłumacza, kanclerza kapituły warmińskiej, a od 1511 roku kanonika warmińskiego, scholastyka wrocławskiego, duchownego katolickiego. [UWAGA: linki te podał do protokołu sam podejrzany, tak więc nie radzimy z nich korzystać, bo mogą nas zaprowadzić do nikąd]) przez wysłanników Kurii Biskupiej i Dworu Królewskiego na okoliczność jego powiązań z ksiązęcymi pruskimi słuzbami specjalnymi w okresie kilkunastu lat przed shołdowaniem Prus Ksiązęcych w 1525 roku. Dwór uzyskał pełną kontrolę nad archiwami nowego lenna i dzięki temu mozliwa stałą się lustracja, sprawdzająca działania wielu podejrzanych, a wśród nich astronoma Mistrza Mikołaja.

Przesłuchanie miało miejsce na zamku w Olsztynie, gdzie Mistrz majstrował coś przy działobitniach fortecznych. Przybycie przedstawicieli Dworu i Kurii zaskoczyło go nieco, a przede wszystkim zirytowało, gdyz nie lubił kiedy ktokolwiek przerywał mu pracę. Zgodził się jednak na wielogodzinne spotkanie z przybyłymi, za co dygnitarze ci szczerze wyrazili mu swoją wdzięczność.

Z helwecką precyzją ustalono tozsamość podejrzanego, dbając aby nie zaszła w tej sprawie jakaś nieprzyjemna pomyłka. W końcu godność i honor w zyciu uczonego to cnoty kardynalne.

Mikołaj Kopernik, urodzony w Toruniu 19 lutego 1473 roku, syn Mikołaja i Barbary z domu Watzenrode, a więc syn kupca, handlującego z Gdańskiem metalami kolorowymi. Mikołaj senior znany był juz wcześniej jako zręczny negocjator w kwestiach finansowych między stanami pruskimi a kardynałem Zbigniewem Oleśnickim (w sierpniu 1454 r.) podczas Wojny Trzynastoletniej. Syn miał troje rodzeństwa - Andrzeja, Barbarę i Katarzynę.

Jakze często Kopernik był wysyłany w latach 1516-1521 w celu zawierania porozumień ze stroną Krzyzacką i wszystkie tego rodzaju sprawy załatwiał nader szybko i pomyślnie. Jak podają źródła encyklopedyczne dnia 21 lipca 1521 roku w Grudziądzu na zjeździe Stanów Prus Królewskich "Kopernik wystąpił z napisaną przez siebie mową Querela Capituli contra mgrum Albertum et eius ordinem super iniuriis irrogatis 1521 sub induciis belli (Skarga 150px-1000_zl_a_1982 kapituły na mistrza Albrechta i jego zakon z powodu krzywd wyrządzonych w roku 1521 podczas zawieszenia broni)". Niejasna i tajemnicza to była mowa, broniąca krzywd Prusów, tylko nie wiadomo których - Królewskich czy Zakonnych. W mowie uzywał w sposób nieuzasadniony, a w kazdym razie podejrzany etymologicznie określeń "Prus" i "Prusak", czego wprzódy nie zauwazono, a dostrzezono dopiero w epoce po chwalebnym Hołdzie Pruskim.

Mikołaj Kopernik rozpoczął spotkanie śledczo-konsultacyjne z przybyszami od zręcznego oświadczenia, zawierającego atak uprzedzający pytania o apanaze związane z płatną agenturą:

"Chociaż niezliczone są klęski, wskutek których zazwyczaj podupadają królestwa, księstwa i rzeczpospolite, to jednak najgroźniejsze są – moim zdaniem – cztery: niezgoda, śmiertelność, nieurodzajność ziemi oraz spadek wartości monety. Trzy pierwsze są tak 150px-Kopernik oczywiste, że nie ma nikogo, kto by o tym nie wiedział, jednakże czwarta, która dotyczy monety, dostrzegana jest przez niewielu i to jedynie przez najgłębiej myślących, ponieważ nie powoduje natychmiastowego i gwałtownego upadku państw, ale doprowadza je do tego stanu stopniowo i jakby niewidocznie."

No, ostro pojechał, mozna by rzec kolokwialnie. Pytanie, dlaczego poszedł na tajną słuzbę zezłościło go niebywale i zarzucił indagującym całkowitą ignorancję w dziedzinie ówczesnej historii najnowszej, a zwłaszcza kompletną nieznajomośc realiów okresu przełomu Średniowiecza i Renesansu.

"Być może, że znajdą się tacy - wybuchnął, - co lubiąc bredzić i mimo zupełnej nieznajomości nauk (...) roszcząc sobie przecież prawo do wypowiadania o nich sądu, na podstawie jakiegoś miejsca w Piśmie Świętym, tłumaczonego źle i wykrętnie odpowiednio do ich zamierzeń, ośmielą się potępiać i prześladować tą moją teorię. O tych jednak zupełnie nie dbam, do tego stopnia, że sąd ich mam nawet w pogardzie jako lekkomyślny.(...)

Niezupełnie się to spodobało dostojnym przedstawicielom Dworu i Kurii. Zapytali tylko, czy nie wstydzi się swoich czynów. Odpowiedział, ze nie, w zadnym wypadku, bowiem postąpił, 180px-De_revolutionibus_orbium_coelestium jak postąpił, w końcu Mistrz Zakonu, to nie jakiś obwieś, ale osoba świątobliwa, a w kazdym razie godna zaufania osoby duchownej, którą przeciez podejrzany bezprzecznie jest.

Na koniec dostojni przybysze i gorący zwolennicy porządków zaistniałych po Hołdzie Lennym Prus Ksiązęcych zapytali podejrzanego, czy ma coś do dodania przed czekającą ich drogą powrotną.
M. Kopernik zakończył rzecz całą lakoniczną kwestią:
"Gorsza lepszą monetę z obiegu wypędziła". I westchnął głęboko, jakby z ulgą.

 

 

Hold-pruski

piątek, 25 lipca 2008

Perversa Consuetudo (Chory, choroba w średniowiecznym prawie świeckim).


Rozważania tyczące późnośredniowiecznej medycyny "uczonej',' uniwersyteckiej,w której fenomen choroby, jak też wizerunek czło­wieka przez nią trapionego "konstruowany" był przez zespół reguł obowiązujących w kręgach ludzi wykształconych, jedynie częściowo zapoznają nas z funkcjonowaniem w świadomości społecznej i wyobrażeń związanych z medycyną.

Dla poznania stanu świadomości zbiorowej niemałe znaczenie posiadają badania prawno-historyczne, gdyż prawo jawi się dziedzi­ną dogłębnie penetrującą (a również, w nieostatecznym przecież sensie, petryfikującą) stosunki społeczne. Spojrzenie na stan obo­wiązujących norm oraz na praktykę ich stosowania wydaje się po­żyteczne dla badania interesującej nas problematyki.

Prawo, obowiązujące na terenie Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego, zarówno ziemskie jak i miejskie, odróżniało ludzi zdrowych od chorych i słabych na ciele i umyśle. Zaprzysiężo­na niemoc była usprawiedliwieniem niedopełnienia obowiązków pra­wa przez osoby prywatne oraz zajmujące stanowiska państwowe.
Przykładem tego może być często stosowana instytucja odło­żenia terminu roków sądowych (dilatio) wobec usprawiedliwionego niestawienia się strony w sądzie. Uzasadnione przypadkiBlack_Death_biblia_1411 niesta­wiennictwa miały miejsce, gdy przyczyną tegoż była burza morska, powódź, pogrzeb w domu, napad zbójecki, uwięzienie oraz zaraza i choroba, czyli najbardziej nas interesujące dilatio ob infirmitatem.

W stosowaniu tego środka procesowego istotne było rozróżnienie rodzaju choroby, a ściślej stopnie jej dolegliwości. Z materiału ustawodawczego i z praktyki  sądowej wynika rozróżnienie tzw. niemocy prostej (infirmitas simplex) oraz niemocy łożnej (infirmitas vera - choroba obłożna). Termin "niemoc prosta" oznacza choroby lżejsze, nie wymagające przebywania w łóżku, natomiast podczas choroby obłożnej strona "in lecto aegritudinis decumbit". Niemoc, z powodu której odkładano termin rozprawy musiała zostać w odpowiedni sposób poświadczona. W przypadku choroby lekkiej wystarczyło zawiadomienie sądu przez posłańca, obłożnej strona dowodziła, początkowo (w okresie funkcjono­wania Księgi Prawa Zwyczajowego) za pomocą dwóch świadków, później - do 1423 r, świadkiem bywał ksiądz.

W literaturze historyczno-prawnej kwestię ową porusza się przy okazji omawiania szczególnych rodzajów dowodów ze świadków. Tak więc do probatio per capellanum wystarczał jeden duchow­ny, wzywany zazwyczaj przez stronę niebezpiecznie chorą, która spowiadała się przed nim, przeważnie na kilka dni przed rozpra­wą. Na najbliższym roku ksiądz składał zaprzysiężone zeznanie, czym dawał świadectwo obłożnej choroby nieobecnego, a tym samym usprawiedliwiał tę nieobecność.Ten rodzaj dowodu,jako niedogod­ny, wychodził z użycia podczas I-ej połowy XV w.

Poczynając od statutu warckiego (1423 r,), który przyniósł pierwsze obszerniej­sze uregulowanie dilatio ob infirmitatem, wprowadzono przysięgę własną usprawiedliwiającej się strony, składaną na najbliższym roku. W 1465 r. statut nowokorczyński wzmocnił ową czynność przy­sięgą dwóch świadków.

Na tzw. rokach wielkich pierwszy termin mógł być odłożony przez infirmitas simplex,drugi natomiast już z powodu choroby obłożnej, trzeci usprawiedliwiano przysięgą, stwierdzającą, że strona w dalszym ciągu złożona była ciężką niemocą. Jeśli strona nie chciała przegrać sprawy w czwartym terminie, musiała wysłać swego zastępcę procesowego.

Na częściej odbywających się rokach zwyczajnych pierwsze dwie nieobecności mogły wynikać z choroby lżejszej. Należy dodać,że statut warcki wyraźnie fa­woryzował pozwanego. Powodowi bowiem zezwalał na odłożenie zaledwie jednego terminu na sądach wiecowych z powodu obłożnej cho­roby, a w sądach ziemskich - z powodu infirmitas simplex.

Opisywany środek procesowy jest chyba najlepiej udokumen­towany w dostępnych nam źródłach. Kłopoty zdrowotne by­ły najczęstszym usprawiedliwieniem niestawienia się w sądzie.

Poczynając od 1423 r., przez cały wiek XV i częściowo w wieku XVI mamy do czynienia ze zjawiskiem ograniczania odro­czeń w ogóle, a w ramach tego do ściślejszego unormowania Black-death-1 dilatio ob infirmitatem. Ustawodawca werbalizuje motywy swego postę­powania, mówiąc o "perversa consuetudo in transpositione terminorum", któremu to obyczajowi poddani aż zanadto hołdowali mno­żąc fałszywe przysięgi,polegające na przytaczaniu "wymyślonych niemocy" ("infirmitates fictivae".

Mimo tendencji ogranicza­jącej stosowanie odroczeń, chorobę jako ich powód nadal ustawo­wo uwzględniano. I tak np. w 1465 r., po szerszym sformułowaniu ograniczeń dylacyj, czytamy w zakończeniu: "nisi vera infirmitate allegata".

Chorobę uważano za powód na tyle poważny,że w niektórych dzielnicach (np. według zwyczajów ziemi krakowskiej, poświadczo­nych w 1505 r.) uznawano ją za przyczynę dylacji, nawet wówczas, gdy strony zobowiązały się tego środka nie używać. Niemniej proces, ograniczający nadużywanie tej instytucji trwał, a jego efektem było postanowienie, zgodnie z którym, jedynie pozwany w sprawach o niewymierzenie sprawiedliwości w sprawach diffamationis "poterit sibi diferre primum terminum simplici infirmitate"..

Plague_victims_blessed_by_priest_london1360_1375

wtorek, 27 maja 2008

Droga w obie strony

Siedem_etapow_w_zyciu_kobietybaldung_grien 

Hans Baldung Grien (1484-1545) - Siedem etapów życia kobiety


Kilka wieków temu Europa miała też swój podział tyle, że inny. Nie Wschód - Zachód, ale Północ - Południe (zresztą teraz wracamy do tego podziału, ale w skali globalnej). Inne czasy, inne stereotypy - ciepłe, rajskie, rozświetlone słońcem tereny Italii i zimne, spowite cieniem, opanowane przez nieujarzmioną naturę ziemie rozciągające się po drugiej stronie Alp.

Artyści pokonywali te góry w obie strony. Podążali na Półwysep Apeniński, uczyli się miejscowego spojrzenia na sztukę, przekazywali swoje umiejętności, a następnie wracali do swych dalekich krajów, znajdowali protektorów i tworzyli dzieła, zachwycające ludzi nieustannie.

                                                                              ***
W obrazach sprzed wieków często występowaly pewne przedmioty, symbole, postacie i sceny związane z tradycyjnymi wątkami kulturowymi, zrozumiałymi dla ówczesnych widzów i współczesnych historyków sztuki. Na szczęście dzieło sztuki działa na odbiorcę nie tylko swym dosłownym przekazem znaczeniowym, ale wizją plastyczną, kolorami i kompozycją. Oczywiście warto coś wiedzieć o zawartości przedstawienia, aby docenić przewrotność autora i oryginalność jego ujęcia.

Tak się ma rzecz z niezwykle interesującym obrazem "Biczowanie Chrystusa". Namalował go ok. 1540 r. Peeter de Kempeneer, rodowity brukselczyk (1503 - 1580). Dzieło charakteryzuje nietypowa ikonografia tematu, zawiera ono rekwizyty nie należące do wyobrażenia tematu.

"Zaskakująca jest obecność zwłaszcza pierwszoplanowych postaci śpiących na stopniach podium żołnierzy - objaśnia nam Hanna Benesz - ten motyw spotyka się w przedstawieniach Zmartwychwstania. Na jasno oświtlonym stopniu, między śpiącymi, ostro zarysowuje się kształt włóczni, atrybutu ostatniego aktu Pasji Chrystusa. Przy prawej krawędzi obrazu ukazany wSiedem_etapow_w_zyciu_kobietybaldung_grien skomplikowanej pozie mężczyzna wkracza na podium, dzierżąc w dłoni trzcinę z koroną cierniową - atrybuty Naigrawania i Ecce Homo. Widoczny w głębi człowiek kieruje przerażony wzrok ku górze, gdzie na szczycie kolumny stoi kogut. To św. Piotr, który zaparł się Mistrza, nim kur zapiał po raz trzeci tej nocy - przed biczowaniem. Wylaniająca się z mroku za kolumną kobieta to zapewne służąca, która indagowała Piotra. Postać kobieca po lewej stronie kompozycji, oburącz trzymająca olbrzymią świecę, może przedstawiać Marię Magdalenę. Wielość skupionych tu wątków, związanych z Męką wskazuje na alegoryczny charakter tej wyjątkowej kompozycji".

Bardzo ciekawie, w delikatny, a jednocześnie sugestywny sposób namalowane zostaly sylwetki postaci. Natrój obrazu wzmacnia kontrast między świetlistymi barwami pierwszego planu i gładkim czarnym tłem. Artysta z mrocznej Północy namalował "Biczowanie Chrystusa" podczas wieloletniego pobytu w słonecznej Sewilli.

Akty kojarzą nam się dość stereotypowo i raczej banalnie - jesteśmy przecież dziećmi epoki marketingu, kuszących reklam i wyrachowanego obnażania się. A tymczasem nagie ciała można zaprezentować tak jak uczynil to Lucas Cranach Starszy (1472 - 1553) w obrazie "Adam i Ewa", namalowanym ok. 1510 r.

Artysta ten, podobnie jak Durer, Hans Burgmair czy Hans Baldung Grien przeniósł na Północ i spopularyzował wiele pomysłów i projektów włoskiego Renesansu łącząc malowanie Grien zmysłowych ciał o poprawnych proporcjach z mitologiczną i pogańską tematyką. "Adam i Ewa" Grien stanowi harmonijne skomponowanie ostentacyjnej nagości oraz nastroju pólnocnej kutury (pejzaż, dzika nieujarzmiona natura, potężny rozrośnięty dąb zamiast rajskiego ogrodu, mroczne tło). Pełna rozterki, sympatyczna i nieco bezradna twarz Adama zwrócona jest ku Ewie kuszącej, grzesznej i uległej. No i te rozczulające, pospolite, duże, gołe stopy ich obojga muszą zwrócić naszą uwagę.

I jeszcze jeden malarz spośród wielu mistrzów - Giuseppe Arcimboldo, mediolańczyk (1527 - 1593). W 1562 r. przybył do Wiednia i został nadwornym malarzem cesarza Ferdynanda I i jego następcy Maksymiliana II. Największa sławę zyskał tworząc dwie serie obrazów: "Cztery pory roku" i "Cztery żywioły". W pierwszym z tych cykli głowy postaci zostały skomponowane z różnych elementów w wyniku celowego doboru, uczynionego przez autora.

W obrazie "Zima" na wizerunek głowy, twarzy i szyi składają się : pień drzewa, grzyby, zimozielony bluszcz, cytryny. Poszczególne elementy są namalowane bardzo realistycznie, a ich zestawienie tworzy niesamowity efekty. Jak pisze w katalogu Karl Schutz: "już szesnastowieczni autorzy, piszący o sztuce nazywali je płodami fantazji, indywidualnej inwencji artysty, nieistniejącymi poza jego subiektywnym. odczuciem". Miał wielu naśladowców aż do dzisiejszych czasów.

Wędrówki artystów sprawiły, że Alpy nie stanowią już granicy między mrokiem i światłością.

Cranach_st_adamewa

Lucas Cranach Starszy (1472-1553), Adam i Ewa.


Hans_Burgkmair_d._Ä._001 (Small)

Hans Burgkmair (1473-1531) - Ołtarz św. Jana. Od lewej:św. Erazm, św. Jan na Patmos, św. Mikołaj.


czwartek, 21 lutego 2008

Średniowieczna opinia o stanie zdrowia.

200pxpieczec_panstwa_polskiego0112 W Statutach Kazimierza Wielkiego ustawodawca przedstawił konkretną sytuację, której opis miał spełniać funkcję200pxkrakow_nagrobek_kazimierza_w przepisu powszechnie obowiązującego. Punktem wyjścia było oskarżenie o zadanie ran z podaniem ich ilości. Okazało się jednak, że oskarżony dokonał zarzucanego mu czynu w obronie koniecznej, w obliczu najazdu na dom "armata manu" (zbrojnego), podczas którego ktoś z rodziny został zraniony. Powołano się również na fakt obejrzenia obrażeń przez 130pxmarkward_von_annweiler przedstawiciela sądu (ministerialis - służebnik), któremu to faktowi służebnik zaprzeczył.
Wobec tego strona pokrzywdzona przedstawiła świadków, którzy widzieli uszkodzenia ciała u jednego z domowników. I tak wyłoniona została norma ogólniejszej natury, dopuszczająca dowód ze świadków w podobnych przypadkach.
Tak więc osoby postronne mogły składać relację, tyczącą stanu zdrowia i stanowiącą rodzaj ówczesnego orzeczenia lekarskiego.
Okazywanie i oglądanie ran przebiegało według swoistej procedury. Uprawniony do tej czynności był woźny sądowy w asyście dwóch świadków spośród szlachty ( na terenie Mazowsza wystarczała obecność samego woźnego). Zgodnie z przepisem z roku 1496, w przypadku zranienia szlachcica w czasie roków sądowych, w drodze na nie i z tychże, obowiązywała ścisła kolejność okazywania ran: miejscowemu staroście lub jego zastępcy, a gdy było to niemożliwe z powodu ciężkiego stanu zranionego, okazywano kontuzje panu danej wsi w obecności wójta i ławników wiejskich
.

czwartek, 14 lutego 2008

Głupiec w De

We wpisie Choroba na ołtarzu zapytaliśmy o dziwny związek karykatury średniowiecznej z wizerunkiem chorego. Okazuje się, że pytać trzeba Enlumin1 koniecznie, bowiem nawet brak wyraźnej odpowiedzi jest odpowiedzią.
Właśnie z tym pytaniem kojarzy się kwestia wizerunku głupca, powtarzającym się tradycyjnie w inicjale "D", rozpoczynającym słowa "dixit insipiens" w tekstach rękopiśmiennych i inkunabułach. Widzimy przeważnie niezdarną, niezgrabną, grubawą postać o rozczochranych włosach, bosą czasami trzymającą w ręku pałkę, a czasami instrument muzyczny. Postać owa przeważnie posiada niemądrą minę, a jej poza sugeruje brak koordynacji ruchowej.
Głupiec występuje na wizerunkach samotnie. Chciałoby się popuścić wodze fantazji i efektownie spuentować, że opisana postać stanowi przykład ewidentnego niedorozwoju umysłowego. Jednak ogólna wymowa, poczynionych przy omawianiu przedstawień pasyjnych uwag (patrz: Choroba na ołtarzu) wydaje się aktualna i w tym przypadku. Oczywiście rola i wymowa zabiegów deformacyjnych w obu rodzajach przedstawień jest różna, mimo to interpretacja tych przedstawień jako przede wszystkim karykaturalnych powinna chyba być brana pod uwagę.

wtorek, 12 lutego 2008

Choroba na ołtarzu

Cracowmariackichurchmarketsquare Istotnym dla terenów Polski przykładem wykorzystania choroby w przedstawianiu scen testamentowych jest krakowski Ołtarz Mariacki dłuta Wita Stwosza. Zwraca tu uwagę specyficzna funkcja choroby, którą dostrzeżemy także i w innych przedstawieniach.
Mamy tu mianowicie do czynienia z chorobą jako znakiem zdecydowanie ujemnej oceny moralnej, budzącym wstręt i odrazę. Prawdopodobnie na podstawie obserwacji artysta uważał, że do takiej roli najlepiej użyć podobizn wszelakich schorzeń skórnych, dających pożądany efekt wskutek swojej ostentacyjnej widoczności, prowadzących przecież do rozległych zniszczeń i zniekształceń ciała ludzkiego.  Odrażającymi objawami oszpecał rzeźbiarz pachołków, żołnierzy i zbirów, znieważających i biorących udział w pojmaniu Chrystusa, pragnąc wzbudzić u widzów poczucie pogardy i całkowitej dezaprobaty dla oprawców.

Miały temu celowi służyć takie widoczne objawy ułomności jak: wole, wrzody, guzy, łysina, wytrzeszcz oczu, zez, nosy siodełkowate czy tzwMatejkoblind_wince lornetkowate. W płaskorzeźbie, przedstawiającej Chrystusa wśród uczonych, jeden z nich posiada według Franciszka Waltera chorobowe zniekształcenie twarzy jako, że

ze względu na niedowiarstwo i niechęć, jaką żywi pokonany w dyspucie ku Chrystusowi nie może budzić sympatii u widza i dlatego wyposażył go artysta w rysy bardzo nieregularne.(Franciszek Walter, Wit Stwosz, rzeźbiarz chorób skórnych, Kraków 1933, s. 11)

Galerię postaci, których oblicza zniekształcone są przez schorzenia skórne, dopełnia szatan, występujący w scenie zstąpienia Chrystusa do piekieł, który według cytowanego powyżej autora posiada objawy gruźlicy skóry na twarzy.

Rola przedstawień choroby, mających wzbudzać ocenę negatywną Dsc04845_wince wydaje się być w Ołtarzu Mariackim bezsporna, jednak tak precyzyjne określanie przypadłości niektórych postaci, występujących w tego rodzaju scenach może budzić wątpliwości, tak samo jak może być problematyczny sam fakt występowania jakiegokolwiek schorzenia.

Taka ostrożność narzuca się po przejrzeniu serii przedstawień pasyjnych, na których dostrzegamy wizerunki oprawców. W naszej literaturze zbiór kilkudziesięciu tego rodzaju przedstawień znajdziemy w pracy wydanej w 1978 r. pod redakcją Juliusz Nowaka- Dłużewskiego, Polska pieśń pasyjna w średniowieczu i w XVI w.

Istotnie twarze wszystkich biorących udział w dręczeniu Chrystusa sprawiają wrażenie zmienionych złością, wściekłością, w pewien nieprzyjemny sposób zdeformowane, jednak chyba niepewne byłyby podstawy do stwierdzenia u nich oznak chorobowych. Sądzę, że można w tym miejscu postawić pytanie o granicę między deformacją chorobową, a dokonywaną wyłącznie tylko dla celów karykaturalnych, a nie jestem przekonany, czy można automatycznie łączyć chorobę z karykaturą. Lepiej chyba nie.

piątek, 13 lipca 2007

Wolter obserwuje

Wolter obserwujeBył to czas, w którym ludzie , według słów pewnego medyka, zachwyconego pulsem epoki, do wszystkiego dosnuwali "pozłociste tło i gotyckie ozdoby swojego wieku".
     Drogami (lub jakby wolał współczesny autor - bezdrożami - choć to  jawny fałsz), prowadzącymi z północy na południowy wschód, w tym właśnie kierunku zmierzał nieliczny orszak, można powiedzieć orszak niezbędny. Podążał w nim Wolter, kanonik bremeński, niosąc w sobie opis tak mocny jak i nowy, a tchnący wiecznymi prawidłowościami, które zmuszają ludzi do tajemniczego postępowania. Wiózł swą wiadomość do przyjaciela, który obiecał mu równie ciekawą co ważną nowinę, ilustrującą  zjawiska, które były treścią ich życia.
     Wolter chciał przekonać siebie, że interpretacją zjawisk nie trzeba kierować, iż mamy tu do czynienia z czystością samoistną i niezmienną. Tak myślał o tym, co zobaczył podczas pięknego przełomu wiosny i lata pod murami klasztoru świętego Magnusa.
     Pojawiło się tam czterech mężczyzn i jedna kobieta, którzy spędzali długie godziny w dziwnych układach ciał, nadając członkom ruchy raz powolne i uroczyste, na zmianę z rwanymi i gwałtownymi. Przyciągnęło za nimi trochę próżniaczej gawiedzi, żartobliwie naśladującej muzykę, dostosowując jej rytm do urojonego tańca.
     Zdarzenie, mimo gwaru podniesionych głosów miało przebieg spokojny, nawet nieco monotonny, przytłaczający uwikłaniem widzów i aktorów w sprawy niewyjaśnione. Kanonik zauważył nawet z pewną satysfakcją, że kobieta i mężczyźni strojni w kwiaty i szare, tanie płótno nie zapomnieli o dużych, ba - wręcz gigantycznych zapasach jedzenia i trunków. Jedli i pili z nieskrywanym zadowoleniem, nie przerywając charakterystycznych tanecznych ruchów.
     Zresztą oddając biologii fabularną sprawiedliwość, należy wspomnieć, że wszystkie konieczne potrzeby załatwiali nie przerywając ciągu wydarzenia, które dzięki temu stało się możliwe do zwięzłego opisania oraz późniejszych wielokrotnych interpretacji, dokonywanych z różnych pozycji. Wypowiadane przez nich słowa i urywane zdania (krzyczeli coś, jakby "anthecasmos" czy "enthusiasmos" może, ale chyba greki nie znali), wzmacniane wielorakością ruchów i czynności wydawały się mieć sens ostry i zapadający w duszę obserwatora.
Co pewien czas wydawało im się, że przekraczają Morze Czerwone, które jawiło się strumieniem krwi o cechach podczerwienionej substancji. Podnosili wtedy nogi, szybko podskakując lub nagle, jakby zorientowawszy się w powadze sytuacji - wolno i dostojnie stawianymi stopami zdobywali upragnioną powierzchnię. Czasami - to pewne - otwierały się nad nimi Niebiosa, odsłaniając widok złotych tronów z siedzącymi na nich świętymi postaciami, które dziwnymi gestami przywoływały piątkę szczęśliwców przed swoje oblicza. A, że gesty te były nieraz figlarne - ci z późniejszych badaczy, którzy stali nogami mocno na doczesnej ziemi zlekceważyli ten, a także inne o podobnej wymowie elementy wydarzenia.
     Doświadczeni ludzie tamtej epoki doskonale wiedzieli, że niespożytość pląsów i czynności zaspokajająco-wypróżniających jest pozorna. Tak więc kanonik bremeński zauważył (bowiem na te momenty był szczególnie wyczulony - o czym wspomina się tu bez przekąsu), że mężczyźni kolejno padali i umierali. Jednak jeszcze przed taneczną śmiercią zrywali się do ostatniego wysiłku zmagając się z materią spożywczą i przestrzenią wyznaczoną przez zgromadzonych obserwatorów.
     Ostatnia została kobieta.

     Wolter odczuł wtedy przypływ złośliwego antyfeminizmu, uczucia nieco dwuznacznego, jeśli uwzględni się powołanie kanonika. I wraz z całą dwuznacznością wrażeń, wyniesionych spod murów klasztoru świętego Magnusa w Saksonii zbliżał się do bram Salerno.

(Obraz z 1349 r. "Biczownicy z Doornik")

Tu jestem i rekomenduję

  • ContentXn
  • Tanie i niezawodne

Kliknij, obejrzyj, bierz

  • Translate into...
  • Subscribed link
  • Dla Artystów i Amatorów
  • Animacje dla Ciebie
  • Fotografie dla Ciebie
  • Cliparty dla Ciebie
My Photo

Moje profile Web 2.0

Bebo Delicious Digg Flickr LinkedIn LiveJournal Ma.gnolia MySpace Ning Reddit Skype StumbleUpon Technorati Twitter Vox Yahoo! YouTube Zooomr
Blog powered by TypePad
Member since 03/2007

Katalog: Glob Blogów

PhotoLalia

Photo-Netart

Miejsca (Places)

You can also visit me at
wojcicki.vox.com

Get Vox Now.

Twitter Updates

    follow me on Twitter

    Osobiście polecam

    • HostMonster - tanio
    • HostGator - tanio, raty miesięczne

    Enter your email address:

    Delivered by FeedBurner

    Tip Jar

    Change is good

    Tip Jar

    Human Rights

    • Blogerzy na rzecz Praw Człowieka
      Bloggers Unite

    INNE STRONY bloga - Pages

    link-ads

    Katalogi

    Katalog Interpress

    • AdSense
    • Solidaryzuj się z NARODEM Kenijskim
    • IZEA Page Rank script
    • Katalog Stron Interpress - katalog.interpress.net.pl

    Spottt