Plastyka

wtorek, 27 maja 2008

Droga w obie strony

Siedem_etapow_w_zyciu_kobietybaldung_grien 

Hans Baldung Grien (1484-1545) - Siedem etapów życia kobiety


Kilka wieków temu Europa miała też swój podział tyle, że inny. Nie Wschód - Zachód, ale Północ - Południe (zresztą teraz wracamy do tego podziału, ale w skali globalnej). Inne czasy, inne stereotypy - ciepłe, rajskie, rozświetlone słońcem tereny Italii i zimne, spowite cieniem, opanowane przez nieujarzmioną naturę ziemie rozciągające się po drugiej stronie Alp.

Artyści pokonywali te góry w obie strony. Podążali na Półwysep Apeniński, uczyli się miejscowego spojrzenia na sztukę, przekazywali swoje umiejętności, a następnie wracali do swych dalekich krajów, znajdowali protektorów i tworzyli dzieła, zachwycające ludzi nieustannie.

                                                                              ***
W obrazach sprzed wieków często występowaly pewne przedmioty, symbole, postacie i sceny związane z tradycyjnymi wątkami kulturowymi, zrozumiałymi dla ówczesnych widzów i współczesnych historyków sztuki. Na szczęście dzieło sztuki działa na odbiorcę nie tylko swym dosłownym przekazem znaczeniowym, ale wizją plastyczną, kolorami i kompozycją. Oczywiście warto coś wiedzieć o zawartości przedstawienia, aby docenić przewrotność autora i oryginalność jego ujęcia.

Tak się ma rzecz z niezwykle interesującym obrazem "Biczowanie Chrystusa". Namalował go ok. 1540 r. Peeter de Kempeneer, rodowity brukselczyk (1503 - 1580). Dzieło charakteryzuje nietypowa ikonografia tematu, zawiera ono rekwizyty nie należące do wyobrażenia tematu.

"Zaskakująca jest obecność zwłaszcza pierwszoplanowych postaci śpiących na stopniach podium żołnierzy - objaśnia nam Hanna Benesz - ten motyw spotyka się w przedstawieniach Zmartwychwstania. Na jasno oświtlonym stopniu, między śpiącymi, ostro zarysowuje się kształt włóczni, atrybutu ostatniego aktu Pasji Chrystusa. Przy prawej krawędzi obrazu ukazany wSiedem_etapow_w_zyciu_kobietybaldung_grien skomplikowanej pozie mężczyzna wkracza na podium, dzierżąc w dłoni trzcinę z koroną cierniową - atrybuty Naigrawania i Ecce Homo. Widoczny w głębi człowiek kieruje przerażony wzrok ku górze, gdzie na szczycie kolumny stoi kogut. To św. Piotr, który zaparł się Mistrza, nim kur zapiał po raz trzeci tej nocy - przed biczowaniem. Wylaniająca się z mroku za kolumną kobieta to zapewne służąca, która indagowała Piotra. Postać kobieca po lewej stronie kompozycji, oburącz trzymająca olbrzymią świecę, może przedstawiać Marię Magdalenę. Wielość skupionych tu wątków, związanych z Męką wskazuje na alegoryczny charakter tej wyjątkowej kompozycji".

Bardzo ciekawie, w delikatny, a jednocześnie sugestywny sposób namalowane zostaly sylwetki postaci. Natrój obrazu wzmacnia kontrast między świetlistymi barwami pierwszego planu i gładkim czarnym tłem. Artysta z mrocznej Północy namalował "Biczowanie Chrystusa" podczas wieloletniego pobytu w słonecznej Sewilli.

Akty kojarzą nam się dość stereotypowo i raczej banalnie - jesteśmy przecież dziećmi epoki marketingu, kuszących reklam i wyrachowanego obnażania się. A tymczasem nagie ciała można zaprezentować tak jak uczynil to Lucas Cranach Starszy (1472 - 1553) w obrazie "Adam i Ewa", namalowanym ok. 1510 r.

Artysta ten, podobnie jak Durer, Hans Burgmair czy Hans Baldung Grien przeniósł na Północ i spopularyzował wiele pomysłów i projektów włoskiego Renesansu łącząc malowanie Grien zmysłowych ciał o poprawnych proporcjach z mitologiczną i pogańską tematyką. "Adam i Ewa" Grien stanowi harmonijne skomponowanie ostentacyjnej nagości oraz nastroju pólnocnej kutury (pejzaż, dzika nieujarzmiona natura, potężny rozrośnięty dąb zamiast rajskiego ogrodu, mroczne tło). Pełna rozterki, sympatyczna i nieco bezradna twarz Adama zwrócona jest ku Ewie kuszącej, grzesznej i uległej. No i te rozczulające, pospolite, duże, gołe stopy ich obojga muszą zwrócić naszą uwagę.

I jeszcze jeden malarz spośród wielu mistrzów - Giuseppe Arcimboldo, mediolańczyk (1527 - 1593). W 1562 r. przybył do Wiednia i został nadwornym malarzem cesarza Ferdynanda I i jego następcy Maksymiliana II. Największa sławę zyskał tworząc dwie serie obrazów: "Cztery pory roku" i "Cztery żywioły". W pierwszym z tych cykli głowy postaci zostały skomponowane z różnych elementów w wyniku celowego doboru, uczynionego przez autora.

W obrazie "Zima" na wizerunek głowy, twarzy i szyi składają się : pień drzewa, grzyby, zimozielony bluszcz, cytryny. Poszczególne elementy są namalowane bardzo realistycznie, a ich zestawienie tworzy niesamowity efekty. Jak pisze w katalogu Karl Schutz: "już szesnastowieczni autorzy, piszący o sztuce nazywali je płodami fantazji, indywidualnej inwencji artysty, nieistniejącymi poza jego subiektywnym. odczuciem". Miał wielu naśladowców aż do dzisiejszych czasów.

Wędrówki artystów sprawiły, że Alpy nie stanowią już granicy między mrokiem i światłością.

Cranach_st_adamewa

Lucas Cranach Starszy (1472-1553), Adam i Ewa.


Hans_Burgkmair_d._Ä._001 (Small)

Hans Burgkmair (1473-1531) - Ołtarz św. Jana. Od lewej:św. Erazm, św. Jan na Patmos, św. Mikołaj.


sobota, 10 maja 2008

Sztuka stosowana

Artdecohotelexterior_wince Jeżeli drażni nas dom, jego wnętrze, najbliższe otoczenie odzywa się w nas pragnienie ładu. Cieszy nas, gdy urządzenie naszego mieszkania, przedmioty codziennego użytku aż proszą się o skorzystanie z nich, kiedy spojrzenie wokół  i widok przedmiotów łagodzi nas harmonijnym wyglądem i kompozycją. Projektant wnętrz, artysta i rzemieślnik spełnił swoje zadanie.

     Ciekawym zjawiskiem w historii warszawskiej uczelni artystycznej było organizowanie przez profesorów i ich uczniów grup twórczych, wdrażających programy programy pracowni, prowadzonych przezLart_deco2 mistrzów.  Najlepszym przykładem tej aktywności było powstanie i w 1926 r. Spółdzielni Artystów ŁAD.

     Grupa twórców, związana z tą Spółdzielnią zajmowała się sztuką stosowaną zwaną też sztuką dekoracyjną, zdobniczą, użytkową, sztuką wnętrza lub potocznie przemysłem albo rzemiosłem artystycznym. Większość prac nosiła cechy polskiej odmiany stylu Art Deco, co wyrażało się w wyglądzie wnętrz reprezentacyjnych i miejsc użyteczności publicznej.

    ŁAD mieścił się w długiej tradycji działań polskich artystów, pozostających w sferze wpływów angielskiego ruchu odnowy sztuki Arts_crafts_wince rzemiosła Arts and Crafts Movement. Ruch ten wziął początek z krytyki estetyki seryjnie wykonywanych przez przemysł przedmiotów z tanich surowców, nieudolnie naśladujących szlachetne wzory rzemiosła. Widoczne to było podczas pierwszej Wielkiej Wystawy Przemysłu Wszystkich Narodów, otwartej w 1851 r. w londyńskim Pałacu Kryształowym.

     Ideowymi patronami ruchu sprzeciwiającego się produkcji maszynowej i jej estetyce byli: John Ruskin - krytyk, teoretyk sztuki i grafik oraz William Morris - pisarz oraz projektant grafiki książkowej, tkanin, witraży i tapet.

"Pozostając pod wpływem Bractwa Prerafaelitów - pisze prof. Irena Huml, - którzy pragnęli przywrócić sztuce szczerość i prostotę Quattrocenta, zmierzali do odrodzenia średniowiecznych tradycjiArtscraftsaccent cechowych. Zgodnie z nimi rzemieślnik był równocześnie artystą, twórcą obiektów wysokiej klasy, wykonywanych według własnych projektów".

     W Polsce ruch ten nabrał specyficznych cech narodowych. Pionierem nowego stylu był Stanisław Zakz12_wince Witkiewicz - pisarz, malarz i krytyk sztuki, który patronował realizacji wspomnianych postulatów w dziedzinie budownictwa drewnianego, snycerstwa i haftu (twórca tzw. stylu zakopiańskiego).

     Spółdzielnia Artystów ŁAD założona została przez Józefa Czajkowskiego, Wojciecha Jastrzębowskiego i Karola Stryjeńskiego. Artyści związani z tym przedsięwzięciem w 1925 r. odnieśli wielki sukces na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej i Nowoczesnego Przemysłu w Paryżu, zdobywając wiele prestiżowych nagród.

 Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 realizowano projekty architektoniczne związane z programem sztuki monumentalnej (por. artykuł Ireny Kossowskiej). Tym dokonaniom towarzyszyły oryginalne, mistrzowsko wykonane projekty wnętrz i wyposażenia. PrzywołajmyArt_deco_wsh_wince jako przykład, wzniesiony w latach 1927 - 1930, okazały gmach Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego na Alei Szucha (dziś mieści się w nim Ministerstwo Edukacji Narodowej).

     Po II wojnie światowej duże znaczenie w dziedzinie działalności projektowej miały Zakłady Artystyczno-Badawcze Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, założone przez Jerzego Sołtana (ucznia Le Corbusiera) i Zbigniewa Ihnatowicza. W ramach tej pracowni współpracowali artyści, projektanci i specjaliści z wielu dziedzin, Empik_gliwice_1959 tworząc funkcjonalne i przyjazne dla użytkowników projekty. W procesie ich powstawania uczestniczyli rzeźbiarze, malarze, architekci, graficy, muzycy, socjologowie i in. Głównymi projektantami byli profesorowie Akademii, ale do współpracy zapraszano studentów i młodych absolwentów. Efektem prac tych zespołów były m.in. projekty kompleksu sportowego "Warszawianki", Dworca Śródmieście, baru "Wenecja", Pawilonu Tropikalnego itd.

Po wyjeździe z Polski prof. Jerzego Sołtana, w połowie lat sześćdziesiątych aktywność Zakładów Artystyczno-Badawczych zmniejszyła się wskutek biurokratycznych ograniczeń prawno-finansowych, a co za tym idzie z konieczności rezygnacji z niektórych zamierzeń.

W związku z twórczą aktywnością Zakładów na Akademii powstał nowy kierunek nauczania - Wydział Wzornictwa Przemysłowego, kształcącego kadry utalentowanych artystów projektantów.

     "Sztuka projektowania to trudna dziedzina twórcza - pisze Piotr Perepłyś (patrz: tekst o wystawie, której był kuratorem), prowadzący Pracownię Wybranych Zagadnień Projektowych na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, - która poza własną autonomią kreacji musi odpowiedzieć na potrzeby i wymagania użytkownika. Powstają dzieła9 jedne na zamówienia, dla konkretnego celu czy dla konkretnej osoby, w wypadku projektowania wnętrza i elementów jego wyposażenia - inne dla anonimowych odbiorców (...). W obu wypadkach twórca-projektant jest zdany na swoja wrażliwość, intuicję, talent i wytrwałość w poszukiwaniu tego 'jedynego', możliwie najdoskonalszego rozwiązania".

     Tak właśnie artyści ułatwiali nam i upiększali nasze - wydawałoby się - szare, codzienne życie.

Paterka_art_deco

Patera - art deco.

Linki pomocne w utrzymaniu strony:

1. Professional Web Hosting $6.95

2. Build Your Site Online With Site Studio Template System! Easy to Use!

3. Photos.com. Pay One Fee. Download What You Need.

4.

wtorek, 29 kwietnia 2008

Tadeusz Makowski - Na własnej drodze

Makowski_jazz_1929_custom T. Makowski, Jazz, 1931

Mówili o nim paryscy przyjaciele, że ubierał się starannie według własnej mody - zamiast krawata nosił czarną kokardę. Szczupły, wysoki, pełen skupienia o powolnych ruchach i łagodnym usposobieniu, a równocześnie zdecydowany w sądach i poglądach na sztukę był człowiekiem poszukującym i niezależnym. Szanowano jego solidne wykształcenie i cenono za duże poczucie humoru. Francuscy krytycy i malarze nie wahali się określać jego dokonań słowami pełnymi zachwytu, uznając je za rewelacyjne.

Tadeusz Makowski (1882 - 1932) urodził się w Oświęcimiu, ukończył gimnazjum św. Anny w Krakowie. W tym starym, ukochanym przez niego mieście rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz w Akademii Sztuk Pięknych, którą ukończył w 1908 roku, wyróżniony srebrnym medalem za projekt dekoracji ściennej. W tym samym roku wyjechał do Włoch, a następnie przez Monachium przybył do Paryża i z tym miastem związał się na całe życie.

W artystycznej stolicy świata, pod koniec pierwszej dekady XX wieku Makowskidwaj_wince narastał bunt przeciw impresjonizmowi, pojawił się natomiast i rozkwitł kubizm. Tadeusz Makowski przez pewien czas ulegał temu kierunkowi, który pozostawił w jego twórczości istotne ślady. Poznał grupę tzw. "kubistów z Montparnasse". Od 1911 roku zaczął prezentować swe prace w Salonie Niezależnych, a w 1913 roku pokazał swe dwa kubistyczne dzieła: "Kobietę z wiadrami" i "Pejzaż". Po zakończeniu wystawy przywiózł swe obrazy do domu, przyjrzał się im uważnie i postanowił więcej już tak nie malować, czując mocną potrzebę zmiany. Uważał, że "kubizm był brutalnym realizmem szukania formy, wyzbytym z wszelkiego sentymentalizmu (...). Kubizm był potrzebny dla wzmocnienia formy po impresjonizmie. Wszyscy wybitni młodzi malarzy skorzystali z kubizmu".

Na kolejny Salon Niezależnych wysłał dwa realistyczne pejzaże, świadczące o zdecydowanym zwrocie ku naturze. Wynajął pracownie na rue Vercigetorix, był pełen dobrych myśli i zapału do pracy.. Nietety wybuchła pierwsza wojna światowa i malarz zmuszony został do opuszczenia stolicy Francji i wyjazdu do Bretanii.

Zamieszkał na wsi u miejscowych chłopów, w pokoju z widokiem na morze i wyspę, powoli wracał do normalnej pracy. Namalował cykl pejzaży i scen rodzajowych o charakterze brueglowskim, bukietyVita_brevis_ars_longa1918_wince kwiatów polnych oraz studium portretowe "Rybak z fajką". Zaczął osiągać pierwsze sukcesy, poczuł się doceniony, mógł wieść - jak sam mówił - skromny żywot malarza, zarabiającego na swe utrzymanie.

W 1922 roku powstał znany obraz "Kapela dziecięca", w którym "artysta próbował stylizacji w duchu naiwnej prymitywizacji formy". Ten trop zaowocuje już niedługo jego najwybitniejszymi dziełami. Tymczasem Makowski regularnie uczestniczył w wystawach - najpierw w galerii "La Licorne", a następnie w Galerii Berty Weill na rue Laffitte.

W galerii panny Weill w 1927 roku miał pierwszą wystawę indywidualną - retrospektywną. Wydarzeniem artystycznym była jego druga wystawa w 1928 roku, na której zaprezentował 14 dzieł namalowanych w tym samym roku. Właśnie po tej ekspozycji padły entuzjastyczne słowa pochwał i określenia - "rewelacja", "cud". Rozpoczął się najważniejszy okres w twórczości artysty, który odnalazł właściwą formę, kolor i sposób ujmowania swoich malarskich wizji.

"Malarski świat Makowskiego zdominowały dzieci - pisze prof. Władysława Jaworska w swoim szkicu. - Świat niepowtarzalny, stworzony na miarę jego poetyckiej wyobraźni (...). Odrealnione w swym ludzkim kształcie, Makowskiczworo_wince dzieci te obdarzone są kształtem drewnianej kukiełki, tak jakby kozikiem wystrugać je umiał ludowy rzeźbiarz. Kukiełki mają rysy uproszczone, ledwie zarysowane. Poprzebierane zwykle w opończe, pelerynki, kryzy, spiczaste kapturki uczestniczą albo w domowych zjęciach lub przy obejściu, albo też w maskaradowych przedstawieniach, muzycznych seansach".

Artysta coraz bardziej upraszczał formę, zaludniał obrazy magicznymi marionetkami - odpowiednio przybranymi, często w maskach. Nazywano go "realizatorem snów". Malował sceny w bretońskich oberżach, wiejskie sceny domowe, deformowane studia portretowe, zespoły muzyczne,Makowskidziecidrogowskaz_wince przedstawicieli różnych zawodów (słynny "Szewc"), typy ludzkie ("Palący fajki", "Skąpiec"). Odnalazł się w niesłychanym artystycznym żywiole.

"Wydaje mi się - napisał w swoim 'Pamiętniku', - że moja osobowość wyzwala się coraz bardziej (...). Po dwudziestu latach pracy w Paryżu i nieustannej walki, osobowość moja zaczyna się zarysowywać w konturach nie całkiem jeszcze wyraźnych, a jednak bliższych tego, co miałbym do powiedzenia ostatecznie. Niech wezmą to pod uwagę młodzi malarze, którzy przybywają tutaj, aby w krótkim czasie podbić Paryż".

W 1932 r. namalował swoje ostatnie obrazy: "Podwórze w słońcu" i "Skąpca". Zmarł nagle w szpitalu Hotel-Dieu na wylew krwi do mózgu. Pozostałą jego twóczość oryginalna pod każdym względem i stanowiąca poważną propozycję artystyczną. Wywołującą niezapomniane wrażenie na widzu.

Palacze_fajek1931_custom_2
T. Makowski, Palacze fajek, 1931

 

piątek, 11 kwietnia 2008

Jacek Markiewicz - wydzieliny jako projekt

Jestem radykalniejszym widzem niż Jacek Markiewicz artystą-rzeźbiarzem.
Art_mow Jeśli artysta prezentuje g..., formowane przy pomocy zwieracza, to mnie jako widza absolutnie nie interesuje, czy czuł on - jak sam przyznaje - satysfakcję, "pracując nad tą kupą". Nie obchodzi mnie impuls, który doprowadził do udanej defekacji, ale bryła sama w sobie. Jeśli zobaczę przepięknie uformowaną bryłę, pokolorowaną na blady, a zarazem głęboki w tonie błękit, to się nią zachwycę, albo i nie. Natomiast nie muszę, a nawet nie chcę wiedzieć, czy owa bryła jest genialnym efektem ruchów jelit artysty czy też wynikiem pracy jego wyćwiczonych palców. Co to mnie obchodzi, po co on o tym opowiada? W końcu dzieło sztuki powinno się bronić samo.
A tymczasem, czytamy w wywiadzie (przesłanym mi przez Wojtka Brojera - mediewistę, autora diabelskiego, inżyniera elektronika, właściciela Galerii Fundamenty w Dąbrównie i organizatora corocznych plenerów malarskich w05_d Dąbrównie - dziękuję serdecznie), przeprowadzonym z nim przez Katarzynę Kozyrę i Artura Żmijewskiego:

- Nakupkałeś w galerii w Orońsku...
- Pierwotny projekt był inny, miałeś obsikać ściany.
- Wystawa nazywała się Miejsca nie miejsca. Chciałem oznaczyć moczem swoje terytorium. A kupa to był impuls, nagła reakcja, do późna w nocy jeszcze robiłem...
- ...?!
- Stelaż konstrukcji oczywiście, aby pokazać właściwą pracę.
- Pokazywanie swoich wydalin jest krępujące. Nie było ci wstyd, że ludzie oglądają ekskrementalny artefakt?
- Nie. To była reakcja na to, co się tam działo. Byłem tym bardzo zdenerwowany. Poza tym interesowały mnie różne wydzieliny z człowieka. Wcześniej pokazywałem już ślinę-plwocinę, krew i mocz. Przyszedł czas na kupę. Był i taki projekt, żeby grono znajomych, wśród których się obracałem pokazało wspólnie swoje wydzieliny. On został później zrealizowany.
- Dlaczego wydzieliny, co interesującego jest w krwi miesięcznej, w ślinie, w spermie?
- Cos bardzo ludzkiego, trudno mi to nazwać.
- Ludzkiego?! Każde żyjątko ma w sobie jakąś limfę i jakiś ekskrement.
- Robimy to wszyscy, jak zwierzęta, ale bardzo się tego wstydzimy, unikamy mówienia o tym. Cisza nad defekacją jest bardzo ludzka.
- Co czułeś pracując nad kupą?
- Satysfakcję. Wystawa nie była zbyt ciekawa, a wystawiający artyści nosili wysoko nocy. I miałem satysfakcję, że nasrałem. Zrobiłem to zresztą z dbałością o formę powstającego obiektu.
- Chcesz nam mówić, że kształtowałeś tworzywo zwieraczem?!
- Byłem świadomy każdego formującego materię gestu.


A jeśli artysta uważa, że próbując nago uwieść nagą figurę Ukrzyżowanego pokazuje niegramotnym wierzącym, że uwodzi tylko drewno, a więc nie ma sprawy, bowiem działa na widzów przez sztukę, aby ich wyprowadzić z błędu bałwochwalstwa - to może oznaczać, że absolutnie nie rozumie i (co jeszcze smutniejsze) nie czuje niczego, co może być po ludzku istotne w dziejach kultury i mentalności:

Do pracy, w której pieszczę figurę ukrzyżowanego Chrystusa motywowała mnie chęć obrazy tego, co nie jest Bogiem. Liżąc wielki, średniowieczny krucyfiks, dotykając go nagim ciałem, obrażając go gdy leży pode mną, modlę się do Prawdziwego Boga.
- Obrażałeś tylko krucyfiks?
- Dla widzów było to obrazoburstwo. Poprzez użycie krucyfiksu obrażałem ich samych. Dla nich był to Bóg, dla mnie drewno.
- Twoja pierwsza wystawa: odlewy z ciała, twoja modlitwa, płonące świece, cytaty z biblii...
- Moja twarz odlana z miękkich form, bardzo zniekształcona, w sąsiedztwie cytaty z biblii: Panie wybaw mnie z tego ciała śmierci. Ciało zdawało mi się czymś złym, grzesznym. Nie umiałem się przed nim obronić.
- Istnieje grzech?
- Istnieje.
- Jak czułeś się zdejmując krucyfiks ze ściany w Muzeum Narodowym w Warszawie? Świętokradztwo czy działanie radykalnego mistyka-ekstatyka?
- Wyrosłem w tradycji katolickiej. Serce chciało wyskoczyć mi gardłem.
- Frapują mnie słowa: Jestem nagi, więc obrażam to, co pode mną. Wiesz z czym mi się to kojarzy? W technikum leśnym naoglądałeś się różnych spodnich warstw.
- Ostatnio powiedziałem swojej kobiecie, że używam seksu zamiast samogwałtu. Już się tak często nie onanizuję.
- Chciałeś uwieść Chrystusa?
- Tak.
- Co ciebie powstrzymało?
- Zabrakło czasu. Siedziała przy mnie strażniczka i doglądała, by obiekt nie został zniszczony. Na szczęście zasnęła, a ja rozebrałem się i położyłem obok krucyfiksu. 9 minut później obudziła się. Film trwa zatem 9 minut. Zanim opanowałem emocję i zacząłem myśleć, było po wszystkim. Jedna kamera łapała non stop cały obraz, a inne krążyły wokół. Na wystawach monitory były ustawione na planie krzyża.


Muszę jeszcze dodać, że nie czuję się urażony w swoich uczuciach przez artystę i nie jestem w stanie na niego się zezłościć. Jego rozmowa z Kozyrą i Żmijewskim jest z punktu widzenia psycho-socjologicznego całkiem interesująca, a raczej wstrząsająca. Mam jednak jakieś dziwne przeczucie, że nie jest to rozmowa o sztuce. Mnie osobiście informacje tam zawarte do odbioru i oceny dzieł sztuki nie są do niczego potrzebne.
Przeczytajcie zresztą całą rozmowę , przeżyjcie ją, przeżujcie i prawdopodobnie wyrobicie sobie własne zdanie.


      

środa, 9 kwietnia 2008

Tomasz Sętowski - Dobre czasy dla sztuki.

Tomasz_setowski Jeśli w ogóle wybieramy, to co wybieramy? Artystę plastyka, urządzającego happening, performance czy prezentację na billboardzie czy inną akcję plastyczną z muzyką, słowem i ruchem w tle? A może oczekujemy od mistrza odwiecznego gestu umieszczenia na sztalugach, obciągniętego płótnem blejtramu, starannego przygotowania olejnych farb oraz pędzli, a następnie malowania pełnego twórczej fantazji, ale i warsztatowej precyzji.. Malowania pełną gamą barw, postaci, szczegółów, elementów i pojęć.
Możemy wybierać różnie, Natomiast Tomasz Sętowski wybrał malowanie z całym tradycyjnym, przypisanym tej sztuce rytuałem. Artysta (ur. 1961) ukończył studia na Wydziale Plastycznym częstochowskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Dopiero potem postanowił całkowicie poświęcić się malarstwu. Pierwsze prezentacje jego prac wzbudziły tak wielkie zainteresowanie, że dzieła jego znalazły swe miejsce w zbiorach dużej, objazdowej wystawy “Surrealiści polscy”. Obrazy jego, pokazywane w najlepszych krajowych galeriach cieszyły się sporym powodzeniem wśród nabywców.
W 1998 roku nowojorska galeria sztuki współczesnej Stricoff Fine Art. Ltd. Spośród stu artystów z Europy Środkowej wybrała prace Tomasza Sętowskiego, które zostały pokazane na największych na świecie targachImg001_malarz_i_modelka_custom sztuki w Nowym Jorku. Próbowano określać jego malarstwo jako szeroko pojęty surrealizm. Na targach sztuki w Gandawie w 1999 r. zaczęto zaliczać artystów, tworzących w podobnym stylu do nurtu realizmu magicznego.

Tomasz Sętowski czuje się spadkobiercą i kontynuatorem malarstwa fantastycznego, którego mistrzami byli Bosch, Breughel, Piranesi, Goya, a w XX stuleciu - surrealiści. W baśniowym otoczeniu postacie - ludzie, karły, strojne damy, dziwne istoty prowadzą ze sobą tajemniczą, odwieczną grę w uczucia.
W jednej z rozmów (dla “Jazzi Magazine”) artysta wyznał, że nadaje człowiekowi poza-współczesne wymiary, umieszczając go w sytuacjach nie znajdujących odniesienia w żadnej konkretnej rzeczywistości.
Setowski_cyrkowe_miasto_custom “Jednym z moich ulubionych tematów - mówił - są, na przykład, zaloty, czyli związki pomiędzy kobietą i mężczyzną. Pokazuję te związki w sposób ahistoryczny, zupełnie nie dający się umieścić w określonym czasie i miejscu”.
No i jeszcze te podwodne pejzaże jak z wilgotnego snu, a wszystko perfekcyjnie namalowane, bajecznie kolorowe i uwodzicielsko tajemnicze.
Przedstawiony na wstępie dylemat wyboru, jaki może stanąć przed odbiorcami sztuki wydaje się sygnałem dość zasadniczej artystycznej dysputy i wynikających z niej nieporozumień. Z jednej strony doskonałe rzemiosło, służące pięknu tradycyjnymi walorami, a z drugiej akademickie preferencje, promujące sztukę abstrakcyjną, deformację, ideowy i wyobrażeniowy skrót i formalną syntezę (czyż nie jest to w dużym przybliżeniu XIX-wieczny spór a rebours, spór między akademikami i impresjonistami?).
Tomasz Sętowski nie studiował na Akademii Sztuk Pięknych - uważa, że taka edukacja nie służy dążeniu do doskonałości warsztatowej, a raczej wypacza młodych ludzi, nie będących jeszcze artystami. Pod wpływem wykładowców-artystów, “zaskorupiałych w swoim fachu”, popadają w profesorską manierę. Później przeżywają zawód, czując się niechcianymi przez galerie i publiczność - a przecież byli takimi wzorowymi studentami.
“Żyjemy w czasie - pisał znany malarz Jerzy Duda-Gracz, - w którym zwój drutu, góra piasku, każdy śmieć i wszelkie gówno, nazwane alternatywnym działaniem kreacyjnym, urastają do rangi dzieła sztuki iImg011_szafka_z_przygodami_custom humanistycznej, ideowej, zaangażowanej w sprawy polityki, religii, socjologii, ekologii i czort wie czego jeszcze. Biada więc prawdziwej sztuce i jej wartościom. Biada takim jak Tomasz Sętowski z jego prawowiernym warsztatem, nieograniczoną grą wyobraźni i naturalnym, danym od Boga - talentem”.

Należy się chyba zastanowić nad argumentami twórców z kręgu malarstwa fantastycznego czy realizmu magicznego, któzy w swoim buncie przeciwko dyktatowi akcji i abstrakcji posuwają się do skrajnie radykalnych stwierdzeń (znowu Jerzy Duda-Gracz), że “śmieciarzowi (…) wybaczą każdy kretynizm, który wydłubie z nosa, jako przejaw intelektualnej wyższości”.
Warto jednak zadać sobie pytanie, czy naprawdę sztuka abstrakcyjna i różnego typu niekonwencjonalne działania artystyczne można jednoznacznie zinterpretować jako ucieczkę od rzeczywistości i rzemiosła, jako pusty, czysto formalny gest? Czy dorobek artystów tego nurtu można uznać za niewiele znaczący kaprys zmanierowanych pyszałków?
Wolno też nam wywołać na światło dzienne problem - nazwijmy go - znaczeniowy (a więc zawartości) malarstwa realizmu fantastycznego. Artyści tego nurtu, w tym także Tomasz Sętowski chętnie się powołują na Hieronima Boscha, Hansa Memlinga (zobacz też stronę) i innych wielkich sprzed wieków.
Tymczasem odbiorcy sprzed pięciuset lat, patrząc na to, co dzieje się na obrazach Boscha doznawali emocjonalnego szoku. Wierzyli oni bowiem bez zastrzeżeń w przekaz, wypływający przeważnie ze Starego lub Nowego Testamentu lub żywotów świętych. Widzowie ci doskonale odczytywali kod wizualny, rozumieli każdy szczegół czyli pojmowali to, Img005_akademia_sztuk_magicznych_cu co dzisiaj muszą nam tłumaczyć uczeni historycy sztuki w swoich opasłych opracowaniach.. I rzeczywiście byli wstrząśnięci tym, co artysta im pokazywał (Sąd Ostateczny, opętanie, diabły, łotrzy, chorzy, paralitycy, trędowaci, ogień piekielny itp.), żyli w świecie pojęć, przekonań i wierzeń (a właściwie głębokiej wiary) podobnie jak twórca, który do nich swoim dziełem przemawiał. Groza była grozą wspólną, dzieloną przez wszystkich (wykształconych i pozbawionych edukacji), a dzieła często były eksponowane w kościołach.
Tworzyło to harmonijną, wewnętrznie zintegrowaną jakość mentalną. Wszystko było bezlitośnie jasne - czego się bać, czego się wystrzegać, co jest dobre, a co złe, a co dwuznaczne (tak, nawet dwuznaczność była oczywista).
Czy można to samo powiedzieć o znaczeniach i odbiorze obrazów np. Tomasza Sętowskiego? Czy ono są - po prostu - piękne i zgodnie ze starożytną, antyczną miarą, skoro są piękne, to są dobre lub bardzo dobre? Co w nich widzimy? Zaloty i co? Baśniowe elementy i rekwizyty? W jaki sposób do nas przemawiają, co z nami robią?

Trzeba też jednak zdać sobie sprawę, że zagadnienia te mogą, ale nie muszą interesować widzów, oglądających obrazy Tomasza Sętowskiego.
My łagodni, ale uważni obserwatorzy wydarzeń artystycznych i miłośnicy sztuki (czyli prawdziwi amatorzy), pozwólmy sobie na prywatne, intymne “splendid isolation“. Artysta otwiera przed nami terytoria swych magicznych światów. Uczyńmy krok, a znajdziemy się w środku.

Img017_atlantis_small









Tomasz Sętowski - "Atlantis"


Create Your Blog Today TypePad

Free Domain, Free Setup, Host Unlimited Domains $5.95

Unlimited Domain Hosting Only $9.95 a Month

Photos.com. Pay One Fee. Download What You Need.

sobota, 5 kwietnia 2008

Wojciech Siudmak - Kicz czy Świat czaru i fantazji

200pxwojciech_siudmak_polcon_2007 Kosmos, tajemnica, zaduma i piękno baśniowego wszechświata - to wszystko możemy dostrzec w malarstwie Wojtka Siudmaka. Fantastyka i filozofia ujęte w czarowne kształty mają kusić nasze zmysły, sycić oczy i zaspokoić nasz wyostrzony smak.
„Oglądanie Pańskich obrazów jest wzruszającym doświadczeniem - napisał geniusz kina Federico Fellini. - Jakaż bezgraniczna fantazja i jak cudowna zdolność jej realizowania. Talent niemalże niewiarygodny, zdolniejszy i bardziej nieskończony niż ten, który tworzy, wyraża i prowadzi nasze najbogatsze wrażenia’
Czego trzeba dokonać, aby zasłużyć na takie niezwykłe słowa zachwytu wielkiego artysty?
Wojtek Siudmak wyjechał z Polski w 1966 r. do Francji, studiował w słynnej paryskiej L’Ecole des Beaux Arts. Początkowo uprawiał malarstwo abstrakcyjne, ale stosunkowo szybko zorientował się, że jest to - w jego przypadku - ślepy zaułek. Patrząc na prace niektórych abstrakcjonistów nie mógł oprzeć się wrażeniu, że powstawały one w sposób mechaniczny, niemal „murarski”. Czuł, że to nie jest jego świat.
Odnalazł się w malarstwie fantastycznym, baśniowym, odznaczającym się perfekcyjnym wykonaniem.
„By oddać w sztuce fascynującą naturę - mówił w jednym z wywiadów, -  tragiczną architekturę, niezwykłość ludzkiego umysłu i piekło moralnych dylematów musiałem znaleźć odpowiednią formę. Wtedy zaczęłySiudmak_podwojne_oblicze_duszy_smal powstawać niesamowite postacie pół-ludzi pół-maszyn, zawieszone w powietrzu kobiety, hybrydyczne miasta, groteskowe widma, wizje kataklizmów”.
Zdaniem słynnego reżysera Jeana Jaques’a Annaud’a Siudmak posiada po prostu boski dar materializowania wyobraźni. Opinię tę podziela całkowicie George Lucas, reżyser „Gwiezdnych wojen”.
Przełomową pracą był obraz namalowany  na zamówienie dyrekcji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. Okazał się on oficjalnym plakatem tej wielkiej imprezy w 1975 roku.
Uważany jest za jednego z czołowych przedstawicieli Nowego Surrealizmu lub realizmu fantastycznego. Pisze się o nim jako o spadkobiercy i kontynuatorze dzieła wielkich surrealistów - Salvadore Dali (zobacz galerię), Rene Magritte czy Paul Delvaux. Sam autor podkreśla mocno swoją więź z tradycją malarską - dorobkiem Rubensa, Rembrandta (zobacz galerię jego rycin i rysunków w zbiorach polskich), Ingres’a, czuje się uczniem gigantów Renesansu - Leonarda da Vinci i Michała Anioła.*)
Mówiąc o artystycznym bilansie XX wieku, zauważa liczne, wręcz desperackie próby całkowitego zerwania z przeszłością, z mistrzami i ocenia je jako nader żałosne - „to więdło jak jako pozbawione skorupki”.
Oniryczność jego prac często rodziła pytanie o twórczą inspirację.
„Absolutnie nie korzystam ze snów - powiedział zdecydowanie Ewie Siudmak_idyll_small Podgajanej z  Gazety Wyborczej. - To, co maluję, to prawdopodobnie jakaś reakcja na podświadomy świat. Można powiedzieć, że tworzę na jawie, w absolutnej trzeźwości, niemniej jednak czerpiąc nieustannie z bogactwa podświadomej wrażliwości”.
Wobec coraz chętniejszego korzystania przez akademickich artystów z komputera, jako narzędzia pracy twórczej Wojtek Siudmak zachowuje daleko posuniętą rezerwę. Doceniając wielką rolę i znaczenie tego wynalazku w rozwoju naszej cywilizacji odrzuca zdecydowanie jego przydatność jako czynnika kreatywnego w znaczeniu atystycznym. Bezduszna maszyna nie zastąpi gestu utalentowanego artysty, jego pociągnięcia pędzlem czy ołówkiem, choćby było ono pozbawione idealnej perfekcji. Posługując się komputerem w procesie tworzenia możemy ulec zniewoleniu, nauczywszy się wykonywać jedynie to, , czemu potrafi podołać to urządzenie, które - po prostu - psuje wyobraźnię i umysł. Tak więc, zdaniem Siudmaka - komputery w sztuce są zjawiskiem całkowicie przejściowym.

Niektórzy krytycy polscy uważają, że malarstwo Siudmaka i innych przedstawicieli realizmu fantastycznego ociera się o kicz i schlebia gustom masowym, kształtowanym przez rynek, zdominowany produktami agencji reklamowych. Według przeciwników zaprezentowanej opinii wyobraźnia rządzi światem, a jej rola w twórczości tych malarzy jest szczególna. No i komu może przeszkadzać fakt, że za jeden obraz miłośnik sztuki jest gotów zapłacić 60 tysięcy Siudmak_anatomia_zmyslow_custom dolarów. A poza tym wszystko jest kwestią gustu… .
Opinie zwiedzających wystawy Siudmaka są znamienne: „Jestem zdumiona i oczarowana - napisała w e-mailu Joanna Gryko - Zawsze ubolewałam nad tym, że nikt poza mną nie może zobaczyć tego, co widzą moje wewnętrzne oczy. Nie było mi dane uczyć się malarstwa, jedyne co mi zostało to uciekać samotnie w te inne światy, fascynujące, pełne tajemnicy, a czasami nawet mroku (…). Podziwiam i zazdroszczę”.
Bardziej obcesowo sformułował opinię niejaki Michał S.: „Nigdy o panu nie słyszałem Panie Siudmak… pewnego razu ze szkolną wycieczką udałem się na pana wystawę (…) i wtedy mnie oświeciło… . Pana obrazy są genialne”.
Chyba trzeba sprawdzić opinię Michała S.

                                                                 ***

No i jak właściwie jest z tym Wojtkiem Siudmakiem i jego dziełami - lubię go czy nie bardzo? Przyznam szczerze, że znajduję się w permanentnym rozkroku, a w takiej pozycji sztuka rodzi kontrowersje (u mnie, rzecz jasna). Pewne jest to, że mi się dobrze ogląda dzieła tego artysty. Ale z drugiej strony, kiedy patrzę na świetlane postacie, z których promieniują jakieś różnokolorowe flary, które to postacie wydają się meta-nadajnikami fal o konsystencji waty cukrowej, to oczami Siudmak_lowca_gwiazd_small wyobraźni widzę reprodukcje owych podobizn w poręcznym formacie, wiszące nad łóżkami ateistów (zamiast świętych obrazków), których kontakt ze sztuką ogranicza się do seriali telewizyjnych lub nad łóżkami wierzących, którzy w ogóle żadnego kontaktu - nie tylko ze sztuką - nie mają (patrz np. "Łowca gwiazd").
Ale z drugiej znowu strony jest w niektórych pracach Siudmaka bajeczna, dziecięca siła nastroju, wciągającego sponiewieranego rzeczywistością widza w czarowny świat wybujałej fantazji. Działa na mnie urok tych scen tak, jak działały na mnie tajemnicze ilustracje przedwojennych książek dla dzieci, zachowane cudem w bibliotece moich Rodziców. Można więc z czystym sumieniem powiedzieć, że dzieła artysty zapadają w najgłębsze pokłady sentymentu, jaki we mnie tkwi od 50 lat. Czy to mało? To bardzo dużo. Najważniejsze wydaje mi się bowiem to, co te obrazy robią z widzem, ze mną, z cytowaną Joanną czy Michałem S. A robią, oj robią! I to uważam za wielkie zwycięstwo Wojtka Siudmaka.

A co Wy sądzicie: kicz to, czy pięknie namalowany świat czaru i fantazji?

*) Na pierwszej stronie wyników wyszukiwania Google widnieje też "Michał Anioł - Blachodachówki". Wszystkiego dobrego panie Michale.

Siudmak_kamienna_piana_small





sobota, 15 marca 2008

Agata Bogacka - Kształty samotności

Na jednolitym szarym tle widzimy klęczącą postać nagiej dziewczyny, zbliżającą M_b6f4707c5bfca367c151cb6819c94807 twarz do swojego odbicia. Ręce ma założone z tyłu, za plecami, Nie będzie żadnego dotknięcia, z wyjątkiem tego jednego - wysunięty język dotyka zimnej tafli szkła i ogrzewa usta lustrzanejBogacka1web postaci, przyjmując chłód zwierciadła.
Nastąpiło spotkanie samej z sobą w całkowitej samotności?
Jak to jest z naszym osamotnieniem i próbami jego przezwyciężenia?
Obrazy Agaty Bogackiej budzą lęk przed uwikłaniem się w ciąg zaprzeczeń. No i dobrze... .

Agata Bogacka (1976) studiowała na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w latach 1996-2001. Brała udział w kilku istotnych wystawach: "Rzeczywiście młodzi są realistami" w Centrum Sztuki Współczesnej, wBogacka_rzeczywiscie1 Tak_ Międzynarodowym Biennale Plakatu, w "Junge Kunst aus Polen" (Galerie der Marktgemeinde St. Johann - Austria), "Blog, Osiedle, Mieszkanie" (Galeria Działań Galerii Raster w Warszawie), "Wystawa wiosenna" (Galeria Karowa - Warszawa), "Obraz roku" (Warszawska Królikarnia) oraz "Ja krwawię" (Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim).

Jednolite szare lub beżowe tło na dużej powierzchni, kontury upozowanych przypadkowo, nie kontaktujących się ze sobą pół-ubranych lub nagich postaci i pojedyncze, lewitujące w kadrze przedmioty, mające nieco tajemnicze znaczenie dla rozgrywającej się sceny - słuchawka telefoniczna, żelazko, pojedynczy pantofel. Autorka fotografuje jakąś scenę, w której uczestniczy Bogacka_nawiedzenie_small wraz ze swoimi przyjaciółmi. Ale wizerunek fotograficzny może nie oddawać znaczeń, uczuć i myśli, wypełniających przestrzeń obrazu w realistycznie utrwalonych wydarzeniach. Na podstawie zdjęć powstają więc dzieła malarskie jako efekt artystycznej redukcji zbędnych szczegółów - wymazania szumu informacyjnego.

"Ona sama i wszystkie towarzyszące jej osoby - czytamy w szkicu Agaty Jakubowskiej - umieszczone są w pustej przestrzeni, budującej poczucie osamotnienia. Postacie, choć na stanowiących pierwowzór fotografiach zostały uchwycone w ruchu, tu zastygają. Są raczej bierne niż aktywne, jakby wyczekujące. Świat zamarł. Powstające Image2s najczęściej po dwa obrazy zawierają w sobie pewien dramatyzm, trudny do uchwycenia w pierwszym momencie - to zapis dwóch chwil, między którymi coś się zdarzyło, ktoś wykonał jakiś ruch, pozornie jedynie nieznaczący. Podjęte działania jednak niewiele zmieniają i dominuje poczucie niezmienności sytuacji".

Z obrazów Agaty Bogackiej emanuje dojmujący głód psychicznego i fizycznego zbliżenia z kimś dla niej ważnym. Pragnienie to pozostaje niezaspokojone, albo zaspokojone jedynie powierzchownie. Kobieta i mężczyźni, choćby nie wiem jak bardzo przed chwilą podnieceni i rozedrgani uniesieniem pozostają teraz w kataleptycznym bezruchu, całkowicie osobni, zapadnięci w sobie. Nie było i nie ma istotnych kontaktów - jest tylko zmęczenie po psychodramie. Nawet scena śniadania na trawie zamiast pełnej ciepła atmosfery przebywania razem zastygaChodzzemna_small w milczeniu, w przenikniętym obcością trwaniu. Dziewczyna uczestnicząca w tym beznadziejnym pikniku, odchodzi na bok i skulona przywiera uchem do słuchawki telefonu komórkowego, łaknąc czyjegoś głosu, oddechu, czyjejś uwagi.
Ale to wszystko są namiastki łączności z ludźmi, kalekie próby odnalezienia się w naturalnych więziach z otoczeniem. Pozostaje bolesne wrażenie bezruchu, niemocy, niespełnienia, nienasycenia i dotkliwego smutku.

Melancholia - pisze, cytowana uprzednio autorka eseju, Agata Jakubowska - wydaje się być czymś przynależnym Agacie, w jej zapiskach malarskich zdaje się nie być szansy na jej przezwyciężenie. A jednak w ostatnio malowanych przez nią obrazach coś się wydarza. Agata ożywa, jak dosłownie można by powiedzieć. Pojawiają się elementy, dwa płyny fizjologiczne - krew i mocz, które pokazują ją jako żywą istotę. "Ja krwawię", stwierdza jakby z pewnym zaskoczeniem. Nagle wydaje zdawać sobie sprawę z toczących się w niej procesów życiowych. Może i z tego, że poza powtarzającymi sięBogacka_lekka_praca02_small relacjami, próbami zbliżeń i ciągle towarzyszących im oddaleń jest też cykliczny czas wewnątrz niej. Ostatnie obrazy są w tym kontekście próbą zwrócenia się do samej siebie, ale nie na poziomie obrazu, odbicia lustrzanego. Raczej na poziomie ciała, tego co się w nim dzieje.

Artystka wyzywa świat, chce go pojąć i posiąść, ale za moment cofa się i chowa, może po to, aby swoje zetknięcie z rzeczywistością ująć w jakieś kształty i barwy - utrwalić w formie, w malarskiej przestrzeni. Wspomniane dwa płyny fizjologiczne symbolizują siłę i słabość, męstwo i "upupienie". Krew to moc kobiecego ciała, siła biologiczna zdolna usidlić nieprzychylne otoczenie i podporządkować je rytmowi własnego życia. Natomiast obecność uryny peszy, ośmiesza, niweluje zamiary mierzone ponad siły.
"Ja krwawię" więc żyję - wydaje się oznajmiać malarka. Ale czy to wystarczy, Bogacka_piec1_small aby pokonać obecne w jej obrazach uczucie samotności, przerażenia i zagubienia? Czy prosi nas, naszą wrażliwość o wsparcie, o uczestnictwo - ale w czym?
Czy tak jak w swoim dziele "Dziewczynka wchodzi do dziury", aby malować autobiografię magiczną?
Nie być samotnym? Ale właściwie dlaczego? Popatrzmy na obrazy Agaty Bogackiej.

Bogacka_my_z_psem_custom

czwartek, 13 marca 2008

Strefa wizji - Władysław Hasior

Hasior Jeśli uważny i wrażliwy obserwator wejdzie w świat wizji Władysława Hasiora (1928 – 1999) – to nie będzie chciał (mógł?) z niego wyjść, a nawet jeśli jakimś cudem go opuści, to tylko na niby. Tak naprawdę, na zawsze pozostanie w  magicznym kręgu tej sztuki.
     Twórczość jego, uważana przez teoretyków za rodzimą wersję pop-artu stanowi niepowtarzalny amalgamat konwencji, technik, elementów kultury wysokiej i popularnej, fascynacji kiczem, tandetnymi dewocjonaliami oraz przedmiotami rodem ze strychu i jarmarku. Z owych części składowych autor wyczarowywał niesłychane wizje znajdujące źródło w liturgii i w obrzędowości pogańskiej. Formy ołtarzy, epitafiów czy feretronów komponowane były ze wspomnianych już pozornie bezużytecznych przedmiotów, a widz odnajdzie w tych dziełach cechy surrealizmu, rzeźby abstrakcyjnej, nowego realizmu, a także tradycyjnego rzemiosła i sztuki ludowej.

     Władysław Hasior urodził się w Nowym Sączu i przez całe życie związany był z Podhalem. Ukończył znakomite Liceum Technik Plastycznych Antoniego Kenara w Zakopanem, w którym po latach przez pewien czas był nauczycielem.Sztandar_ekstazy Studiował na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych oraz w Paryżu w pracowni wybitnego rzeźbiarza Ossipa Zadkine'a.

     Trudno uświadomić sobie – mówił w jednym z wywiadów – racjonalne powody i przypomnieć impulsy, które zawiodły mnie do tego właśnie zawodu. Decyzję zwaliłbym na karb jakiejś prywatnej metafizyki losu, która kazała mi zająć się uprawianiem sztuk plastycznych. Zacząłem od bardzo infantylnych rysunków, od majsterkowania, klasycznie, jak to czynili Jankowie Muzykanci.

     Tworzył monumentalne pomniki, odznaczające się bajeczną dynamiką brył i wszelkich form oraz potężne „sztandary” - sugestywny melanż tkanin i przedmiotów („Sztandar Czarnego Anioła”, „Sztandar Ekstazy”,   „Sztandar Mony Lisy”) oraz porażające ekspresją instalacje (na przykład, „Ofelia” lub Hasior_golgota powtarzające się wyobrażenia Golgoty). W latach 60-tych i 70-ych powstały jego dzieła inspirowane tragedią II wojny światowej, m. in. wstrząsający „Czarny krajobraz I. Poświęcone Dzieciom Zamojszczyzny”. Musi utkwić widzowi w pamięci dziecięcy wózek, symbol niewinnego szczęścia, wypełniony cmentarną ziemią z wetkniętymi w nią prostymi krzyżami i zapalonymi świecami.



     Na wielkiej wystawie, która odbyła się przed ponad rokiem w Muzeum Narodowym  zgromadzono 300 prac Władysława Hasiora, sprowadzonych ze zbiorów muzealnych i kolekcji prywatnych. Po raz pierwszy zaprezentowano nieznane dotąd rysunki i kolaże. Realizacje monumentalne oraz jego pracę dyplomową, ceramiczne Stacje Męki Pańskiej ukazano za pośrednictwemHasiorwyszywanie_charakteru dokumentacji fotograficznej, rysunków i makiet. Na dziedzińcu Muzeum Narodowego zobaczyliśmy projekt z 1992 r. pt „Żarliwe sztandary” oraz niezwykle ważne dzieło w twórczości tego artysty - „Krzew gorejący” (1983), drzewo o wysokości 460 cm z wplecionymi w konary rękami i nogami manekinów z przechodzącymi przezeń płomieniami ognia. Zobaczyliśmy też pracę „Przesłuchanie Anioła” (1980), powstałą pod wpływem wiersza Zbigniewa Herberta.

 

 W muzycznym tle ekspozycji słuchaliśmy piosenki niedawno zmarłego, Jacka Kaczmarskiego – tak to pośmiertnie bard demokratycznej opozycji śpiewał artyście posądzanemu o sympatie komunistyczne.

wtorek, 11 marca 2008

Kanałem cicho sunie wąż - Grupa Twożywo

Twozywo Przed dwoma laty można było w Warszawie obejrzeć dwa bilboardy: jeden na ul. Koszykowej 60/62 vis a vis zabytkowej, ale wciąż czynnej hali handlowej, a drugi46 na ul. Kopernika, na ogrodzeniu starego szpitala dziecięcego. A na nich widniały zawsze jakieś sugestywne wizerunki plastyczne wraz z krótkim słownym komentarzem. I od razu było wiadomo, że znaleźliśmy się w świecie, obserwowanym przez Grupę Twożywo.
Jak ja ich lubię, od dwóch-trzech lat towarzyszą mi ze swoim netartem i inspirują moje internetowe poczynania.
36_custom Punktują ironicznie absurdalną rzeczywistość, o czym świadczą, zamieszczane na ich pracach hasła: "Oni nas wszystkich wykończą", "Hitler palił z33_custom Ewą Braun" (w ramach akcji antynarkotykowej), "Promocja wyższych cen", "Osaczeni w kwadratach" (wizerunek geometrycznych form - 10_custom telewizorów, okien, prostopadłościanów bloków mieszkalnych) czy "Danger. Religion is not a weapon" (wizerunki półksiężyca, krzyża i gwiazdy Dawida są międzynarodowymi symbolami substancji chemicznych i toksycznych).35_custom

43_custom

Grupę Twożywo założyło w 1995 r. trzech bardzo młodych ludzi: Mariusz Libel, Krzysztof Sidorek i Robert Czajka (współpracujący w latach 1995 - 1999). Zaczęli działalność od projektowania, 38 wytwarzania i rozlepiania kilkudziesięciu tysięcy naklejek w kilkudziesięciu wzorach. każdy z nas, mieszkańców Warszawy zetknął się z tym zjawiskiem. Najczęściej w autobusach w pobliżu drzwi zauważaliśmy sugestywne grafiki,45 opatrzone oryginalnymi, nieco surrealistycznymi sloganami: "Plądrujemy ruiny rzeczywistości", "Kanałem cicho sunie wąż", "Zaślepieni formą", "Wszystkie twarze w autobusie wyglądają tak samo", "Chodzą pogłoski, że toniemy, kapitanie", "Co robią panie, a co robią panowie, kiedy kiciuś miauczy".

Wtedy nie wiedzieliśmy, kto nam tak ubarwia życie, ale domyślaliśmy się, że robi to dla nas chyba bezinteresownie, abyśmy poczuli, iż nonsensy rzeczywistości można skwitować i oswoić zdystansowanym komentarzem, przywracającym właściwe proporcje, otaczającemu nas światu. A my to docenialiśmy, gdyż - jak twierdzi Mariusz Libel - ulica jest dla sztuki sprawiedliwa.

Dlatego twórcy z Grupy Twożywo komunikują się z masowym odbiorcą poprzez ulice i przestrzeń7 miejską, a także za pośrednictwem internetu. Oprócz naklejek (wlepek) i bilboardów w dorobku 8 artystów znajdują się szablony, plakaty i murale. Brali oni udział w wielu działaniach artystycznych (wspierali akces Polski do Unii Europejskiej) i wystawach zbiorowych (m.in w słynnej ekpsozycji "Natarcie Netartu" w warszawskiej Zachęcie) i indywidualnych w Polsce i zagranicą.

Ich witryna internetowa zawiera obszerne archiwum dokonań oraz ich projektów, m. in.: "Nudzie nei", "Gdzie jest meta",